Zawsze pragnę więcej i lepiej – rozmowa z Małgorzatą Potocką
Izabella Jarska
– Sztukę muszą tworzyć pasjonaci. Przede wszystkim jestem artystką i dlatego nie wiem co to znaczy na sztuce zarobić. Oczywiście łączę ją z biznesem i mój teatr jest jedynym teatrem rewiowym w Polsce, w którym na widowni są stoliki, gości zapraszamy na spektakl, na wytworną kolacją, a po spektaklu można tańczyć i bawić się na scenie – mówi Małgorzata Potocka, tancerka, reżyser i choreograf.
Jest pani absolwentką Warszawskiej Szkoły Baletowej oraz stypendystka broadwayowskiej szkoły tańca i paryskiej rewii. Wcześnie zrezygnowała pani z baletu klasycznego na rzecz własnego zespołu tańca nowoczesnego – Sabat. Jak do tego doszło?
– Kiedy kończyłam szkołę baletową, przyjechała do niej tancerka z baletu Marthy Graham – jednego z najlepszych zespołów tańca nowoczesnego na świecie – i przez nią zostałam zaproszona do zespołu tańca nowoczesnego. Wtedy przekonałam się, że ten rodzaj tańca będzie równie ważny w moim życiu i w moich choreografiach. Podczas pobytu na stypendium w Stanach Zjednoczonych nauczyłam się tańca afro kubańskiego, stepu, jazzu. Po Szkole Baletowej wiedziałam, że sam balet klasyczny mi nie wystarczy i że będę chciała założyć zespół, który połączy taniec klasyczny z nowoczesnym tańcem afro-kubańskim i jazzem. I tak się stało. Kiedy stworzyłam Sabat, był on w Polsce nowatorski, stanowił estradowe objawienie. Tańczyłyśmy całym ciałem, biodrami, włosami… Szybko trafiłyśmy do telewizji, gdzie bardzo często występowałyśmy i odnosiłyśmy sukces za sukcesem.
Czy ówczesna władza nie miała zastrzeżeń do takich nowinek rodem z Zachodu?
– Nie, nie było takich zastrzeżeń. Kiedy stworzyłam Sabat, zaprosiłam na występ Andrzeja Kosowicza z PSJ-u (Polskie Stowarzyszenie Jazzowe), który od razu nas zaangażował do udziału w wielkich koncertach w Sali Kongresowej z czołowymi artystami z tamtego okresu min. (z zespołem Skaldowie, Czesławem Niemenem czy Niebiesko-Czarnymi). W tamtym czasie organizowano naprawdę duże koncerty i były na to sygnowane spore pieniądze. Byłam w grupie najlepszych polskich artystów. Jeździłam także dużo po świecie promując polską kulturę. Brałam udział w zagranicznych tournée ze Skaldami, z Marylą Rodowicz, z Niemenem i wieloma innymi. W tamtym czasie bardzo dbano o to, aby ta polska kultura była wszędzie pokazywana. Niestety moja droga zawodowa wtedy nie była łatwa. Za stworzenie zespołu Sabat, zostałam z dnia na dzień wyrzucona z baletu Teatru Wielkiego. Było to dla mnie wielkie przeżycie i rozpacz. Na szczęście dużo występowałyśmy z Sabatem w telewizyjnych programach, począwszy od słynnego Studia2. Programy kręcono zawsze w pięknych scenografiach, każdy szczegół był dopracowany. Były one na tak wysokim poziomie, że można by je pokazywać również dzisiaj. Zaletą było także to, że ówczesne programy rozrywkowe były rodzimej produkcji i powstawały według oryginalnego scenariusza a nie, jak obecnie, na bazie zakupionych zagranicznych formatów. Dziś w telewizji praktycznie nie ma polskiej rozrywki, chociaż jeszcze dziesięć lat temu była ona na małym ekranie obecna. Kolejną rzeczą, która różni tamte i obecne czasy jest to, że wtedy nie było celebrytów tylko prawdziwi artyści i gwiazdy, którzy byli oceniani na podstawie własnego dorobku, a nie na podstawie bywania na czerwonym dywanie i w kolorowej prasie.
Z grupą Sabat bardzo dużo podróżowała pani po świecie…
– Najpierw moja grupa był reprezentowana przez PAGART i ta instytucja wysyłała nas zagranicę. Później Sabat był już zespołem Telewizji Polskiej, którą promowałyśmy na świecie. Dużo podróżowałam, ponieważ Sabat wszędzie bardzo się podobał i w ramach kontraktów zjeździłyśmy cały świat występując ze znakomitymi gwiazdami min. Donną Summer, Rayem Charlesem i wieloma innymi.
Który z tych wyjazdów szczególnie zapadł pani w pamięć?
– Bardzo lubiłam występy we Włoszech. Tam w czasie festiwalu w San Remo poznałam m.in. Amandę Lear i Domenico Modugno. Uwielbiałam tam wyjeżdżać. Pamiętam także występy podczas olimpiad sportowych oraz w Las Vegas. Trudno mi jednak wyróżnić jakiś konkretny wyjazd. Wszystkie miały urok. Zdarzały mi się natomiast podczas wyjazdów różne przygody, czasami dramatyczne, jak porwanie włoskiego statku Ahille Lauro, na którym występowałyśmy czy rewolucja podczas pobytu w Kenii.
Bała się pani w tej Kenii?
– Tak, to było dosyć przerażające. Na szczęście jakoś udało się wyjść z opresji cało. Później jeszcze raz odwiedziłam Kenię, już w pokojowych warunkach. Natomiast zabawna przygoda wydarzyła się podczas występu na żywo w telewizji niemieckiej kiedy jeden z wielbłądów, które były w studio wkurzył się i opluł moją tancerkę (śmiech). To było bardzo kolorowe i piękne życie, pełne podróży, sukcesów i spotkań z fantastycznymi ludźmi.
Czy da się „geograficznie” ocenić publiczność, np. że w danym kraju jest gorąca, pełna entuzjazmu a w innym chłodna?
– Sabat podobał się wszędzie, wiec trudno mi to ocenić. Południowcy oczywiście są dużo bardziej emocjonalni. Na przykład we Włoszech czy we Francji publiczność przychodzi na program rozrywkowy z góry nastawiona, że ma się bawić, a publiczność w Polsce jest bardziej powściągliwa i wymagająca. Natomiast publiczność w moim teatrze jest bardzo serdeczna, mamy wielu stałych bywalców. Spotykamy się z nią również po spektaklach, otrzymujemy wiele serdeczności i listów gratulacyjnych. Spektakle przyjmowane są entuzjastycznie i często z owacjami na stojąco. To publiczność daje nam energię do dalszego tworzenia i radość z bycia na scenie. Do mojego teatru publiczność przychodzi również, żeby osobiście się ze mną spotkać, co jest dla mnie wyróżnieniem i daje mi wielką satysfakcje.
A czy zdarzyło się, że ktoś z publiczności w przypływie entuzjazmu próbował na przykład wtargnąć na scenę, aby z paniami zatańczyć?
– Tak zwłaszcza panowie, wielbiciele, którzy nie raz wchodzą na scenę z kwiatami i gratulacjami, a po spektaklu często proszą mnie do tańca.
W życiu zawodowym łączy pani wiele funkcji, bo to i taniec, i choreografia i reżyseria i projektowanie kostiumów… Czy trudno jest łączyć te wszystkie zadania i czy któreś nich jest bliższe pani sercu niż inne?
– Tworzę spektakle jak obrazy malarskie, wyobrażam sobie jak one mają wyglądać, jakie mają być kolory itp., widzę je jako całość, zatem naturalne jest, że włączam się w każdy z elementów przedstawienia. Jednak rzeczywiście ciężko jest łączyć te wszystkie funkcje naraz, wiec oczywiście mam asystentów, którzy mi pomagają tworzyć moje spektakle.
Co najbardziej lubię? Projektować kostiumy w połączeniu z choreografią. Lubię pięknie ubierać moje tancerki, lubię wybierać piękną muzykę, tworzyć scenografię multimedialną i dążyć, aby kolejna premiera była sukcesem. Wszystko co robię łączy się z moim zamiłowaniem do rewii i co widać w moich spektaklach.
Jak powstają spektakle w pani teatrze?
– Rewia to najbardziej trudne do realizacji widowisko jakie stworzono w historii rozrywki. To wspaniały wszechstronny balet, znakomici wokaliści, olśniewające kostiumy, przebojowe piosenki. To sztuka pełna elegancji i piękna, ale wymagająca od wykonawców absolutnego profesjonalizmu i perfekcji.
Do naszego teatru zapraszamy na wspaniale rewie Hollywood na Foksal, Rewia Forever, Życie jest sceną, The best of Sabat (rewia jubileuszowa). Od dwóch lat funkcjonuje muzyki klasycznej, której dyrektorem jest Iwo Orłowski. Powstały na niej spektakle z najpiękniejszymi utworami – Offenbacha, Straussa, Kalmana, z udziałem orkiestry i wspaniałych gwiazd muzyki klasycznej. Każdy widz w moim teatrze może znaleźć coś dla siebie.
Kiedy będzie kolejna premiera?
– W kwietniu. Zaczęliśmy już próby. Będzie to dynamiczne i szalenie nowoczesne przedstawienie, adekwatne do tego co się dzieje na świecie. Więcej szczegółów nie zdradzę, ale już zapraszam na premierę.
Czy w innych dziedzinach życia, poza sprawami zawodowymi, także ma pani skłonność do perfekcjonizmu?
– Perfekcja i profesjonalizm to to co cechuje mój teatr i spektakle. Kocham życie, żyję na maksa i na luzie, ponieważ doświadczyłam, że w każdej chwili może się ono skończyć, urodziłam się już trzy razy….Mam dla ludzi dużo tolerancji i miłości, ale bardzo są mi także w życiu potrzebne zwierzęta. W domu mam psy i papugi.
Czym dla pani było odznaczenie Złotym Krzyżem Zasługi? Poza oczywistym prestiżem, tak w bardziej prywatnym odbiorze?
– Każdy z nas lubi być doceniony i chwalony. Otrzymałam odznaczenie, z którego jestem bardzo dumna, za propagowanie polskiej kultury w świecie w czasie występów z grupą baletową Sabat. Od 15 lat istnienia, Teatr Sabat również otrzymał wiele prestiżowych nagród i wyróżnień. Sama jestem też Ambasadorem Kultury i Sztuki Klubu Integracji Europejskiej, co jest dla mnie niezwykłym wyróżnieniem, bo docenia moje starania o łączenie sztuki i biznesu.
Panuje powszechna opinia, że kultura nie jest najlepszym biznesem. Co pani sądzi na ten temat?
– Sztukę muszą tworzyć pasjonaci. Zawsze będę artystką i zawsze najważniejszy dla mnie będzie spektakl a dopiero późnej biznes. Oczywiście prowadząc teatr niedotowany trzeba umiejętnie łączyć sztukę z biznesem, ale przede wszystkim jest to ciężka praca, duże wyzwanie, determinacja i ogromna miłość do tego co się tworzy.
A czy pani zdaniem kultura powinna być dotowana czy nie?
Oczywiście, że tak. Uważam, że każdy rodzaj kultury, który osiągnął profesjonalną jakość i sprawdził się na rynku sztuki powinien być dotowany, ewentualnie otrzymywać tzw. granty. Mój teatr sam się finansuje, nigdy nie otrzymał żadnego wsparcia finansowego, uważam to za wyjątkowo niesprawiedliwe, tym bardziej, ze jesteśmy jedynym teatrem rewiowym i staliśmy się wizytówką Warszawy. Bywa u nas publiczność również międzynarodowa. Dlatego uważam, że nie tylko Szekspir zasługuje na dotację, ale wszystkie gatunki sztuki, które składają się na polską kulturę. Teatr Sabat stara się pozyskiwać sponsorów. I co jest ważne – jeżeli jakaś firma zdecyduje się na sponsoring to ma gwarancję, że będziemy ją promować prze okres minimum trzech lat non stop, gdyż tyle trwa dany spektakl. Czyli ta promocja dla niego jest długotrwała. A nasz pakiet, ofiarowany sponsorowi jest bardzo bogaty.
Powiedziała pani, że spektakle w Teatrze Sabat są kosztowne. Jak się zatem domyślam same wpływy z biletów nie są jedynym źródłem utrzymania tej sceny, bo znaczną część tej kwoty pochłaniają koszty spektaklu. Czy zatem pozyskujecie środki finansowe i w inny sposób?
– Tak, mamy w ofercie spektakle okolicznościowe oraz imprezy integracyjne dla firm. I jako jedyni w Polsce możemy takie widowisko przygotować według scenariusza napisanego dokładnie pod wymagania danego klienta – w nawiązaniu do konkretnego jubileuszu czy promocji wybranego produktu. Nasza oferta ma olbrzymie powodzenie, ponieważ łączy wytworną kolację z występami dedykowanymi konkretnej firmie, rozdawaniem nagród na scenie a później zabawą na dancingu, podczas którego nasi artyści śpiewają na żywo. Taka bogata propozycja kulturalno-rozrywkowa dla biznesu stanowi ewenement w naszym kraju. Bo jeżeli np. dana firma zażyczy sobie, aby wszystko było w barwach francuskiej flagi albo barwach czy klimacie Moulin Rouge lub Broadway’u to, to w moim teatrze zostanie przygotowane. Jesteśmy w stanie dostosować się do wszystkiego i spełnić każde wymagania klienta. Co istotne, możemy takie imprezy zorganizować również w różnych językach.
Na koniec – czy przy tym natłoku obowiązków ma pani jeszcze czas, aby odpoczywać?
Oczywiście, że tak. Lubię podróże do ciepłych krajów, uwielbiam Włochy i lubię czasami skoczyć do Las Vegas i obejrzeć znakomity show. Ale kocham też zaszyć się w domu z moimi cudnymi zwierzętami, a po za tym jeśli pracuje się w wymarzonym teatrze to praca jest przyjemnością!
Ramka:
Małgorzata Potocka – Jest absolwentką Warszawskiej Szkoły Baletowej, stypendystką broadwayowskiej szkoły tańca i paryskiej rewii i twórczynią pierwszej w Polsce grupy tańca nowoczesnego SABAT oraz teatru o tej samej nazwie. Została odznaczona m.in. Złotym Krzyżem Zasługi za propagowanie polskiej kultury w świecie.










