Menu

Mądrość przychodzi wraz z doświadczeniem – rozmowa z Alanem Waldemarem Wierzyckim z A&Q Estates Ltd

Ambasador Przedsiębiorczości

rozmawia Izabella Jarska

Jest takie powiedzenie: „Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól mi działać, a zrozumiem”. Mądrość przychodzi wraz z doświadczeniem – rozmowa z Alanem Wal-demarem Wierzyckim.

Przyświeca panu sentencja: „Działanie też jest bardzo ważne. Nie. Jest najważniej-sze”. Co ona oznacza w praktyce, jak pana zdaniem należy ją rozumieć?
– Logika nie może zmienić emocji, natomiast działanie już tak. Zawsze można działać, ale każde działanie najpierw trze-ba przemyśleć. Jest takie powiedzenie:„Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a za-pamiętam, pozwól mi działać, a zrozumiem”. Mądrość przychodzi wraz z do-świadczeniem. Lepiej z mądrym stracić, niż z głupim zarobić. Ważne są kontakty. Czasem tracisz kasę, żeby później zrobić interes życia. Jeżeli z kimś warto, to warto. Dlatego zajmuję się wieloma interesami, żeby dywersyfikować ryzyko. Nie boję się plajty. Brak takiego lęku daje mi energię potrzebną do działania. Nie każdy interes musi wypalić. Nie wszystko daje się prze-widzieć. Oczywiście robię co w mojej mocy, żeby wypaliło. Trzeba się pozbierać i… mieć gotowość poniesienia straty. Inwestowałem w wiele przedsięwzięć, bar-dziej lub mniej ryzykownych. Na jednych zarobiłem krocie, na drugich straciłem. Z perspektywy czasu uważam, że najważniejsze co zyskałem, oprócz pieniędzy, to doświadczenie, i co za tym idzie – życiowa mądrość. Działanie tak, ale należy pamiętać, żeby to było mądre działanie.
Podobno zdolności inwestycyjne przejawiał pan już w dzieciństwie, proszę opowiedzieć, jak się wszystko zaczęło? Jaka była pana droga do tego, czym się pan obecnie zajmuje?
– Zawsze miałem, z początku nieuświadomione, ciągoty do inwestowania i zarabiania. Ale ważna jest i oszczędność. Trzeba dbać o każdy grosz. Pamiętam, jak będąc dzieckiem, nauczyłem się jeździć na rowerze. Nabycie tej umiejętności otworzyło mi nowe możliwości. Jeździłem, poznając nowe miejsca. Pamiętam, jak moja mama zlecała mi zakup ziemniaków w najbliższym sklepie. Jechałem więc do tego sklepu, pytałem o cenę ziemniaków, potem jechałem do innego, gdzie okazywało się, że są tańsze. Kupowałem właśnie w tym sklepie, a różnicę sobie zachowywałem. To były moje pierwsze kroki w inwestowaniu. Minęło wiele lat, ukończyłem wiele szkół, m.in. finanse i inwestycje na Akademii Ekonomicznej i praco-wałem na etacie. Droga do tego, czym się dzisiaj zajmuję, to droga zawodowa od nauczyciela do biznesmena. Gdy pracowałem w korporacji, mój przełożony mawiał „nie bądź recydywistą”, co oznaczało – nie popełniaj tych samych błędów. Jak popełniasz nowe błędy, to jest w porządku. Kilka lat wspólnie spędzonych w zespole Antoniego Hanusika dodało mi skrzydeł. Wtedy podjąłem decyzję, że będę zajmował się nieruchomościami. Aby dobrze poznać nowy dla mnie temat, rozpocząłem studia w tym zakresie. Kupiłem dział-kę budowlaną na przetargu od gminy, finansując ją kredytem hipotecznym i zaraz sprzedałem, spłaciłem zaciągnięty kredyt, wypracowując przy tym 150 proc. zysku z inwestycji. Po ukończeniu studiów w zakresie nieruchomości, zrobieniu praktyk i zdaniu stosownych egzaminów uzyskałem licencję pośrednika w obrocie nieruchomościami. Ponieważ wtedy po-czucie bezpieczeństwa było dla mnie najważniejsze, otworzyłem biuro nieruchomości, jednocześnie pracując na etacie. Nieruchomościami zajmowałem się po pracy, tj. od godz. 17.00 do 22.00 i tu trafiłem w dziesiątkę, ponieważ wszystkie okoliczne agencje nieruchomości praco-wały tylko do 18.00. Pewnego dnia podliczyłem dochody z obrotu nieruchomościami i podjąłem decyzję o rezygnacji z pracy na etacie. Pracowałem we własnej firmie Real Estate Nieruchomości, potem jako dyrektor działu nieruchomości i ob-sługi inwestora w Regionalnym Funduszu Gospodarczym SA, ciągle się szkoląc, m.in w Certified Commercial Investment Member Institute w zakresie analiz komercyjnych nieruchomości inwestycyjnych, nazywanym „doktoratem” z nieruchomości komercyjnych, w The George Washington School of Business w zakresie zarządzania projektami, w NLP International w zakresie trenera neurolingwistycznego programowania, w Akademii Feng Shui itp. Aktualnie zarządzam w Wielkiej Brytanii m.in. kopalnią krze-mu Silica Mining Corporation w Londynie oraz spółką z branży nieruchomości i inwestowania A&Q Estates Ltd. W Polsce zasiadam w zarządzie największego krajowego stowarzyszenia pośredników w Bielsko-Częstochowsko-Katowickim Stowarzyszeniu Pośredników w Obrocie Nieruchomościami. Jestem członkiem Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia Mediatorów Gospodarczych. Przynależę do wielu stowarzyszeń, kół itp. Można by tak długo wymieniać… Poza impulsami z zewnątrz w postaci życzliwych ludzi i men-torów, których podsunęło mi życie, to przede wszystkim chęć rozwoju, uczenie się nowych rzeczy i działanie, np. w nie-ruchomościach – od kwestii formalnych, prawnych, podatki, po feng shui i numerologię – pozwoliło mi dotrzeć do miej-sca, w którym aktualnie jestem. Wierzę, że przy takim podejściu za rok i za kolejne lata zajdę jeszcze dalej.

Czy inwestowanie w udziały spółki jest opłacalną formą lokowania zasobów finansowych?

– Kieruje się zasadą „Win-Win” czyli każdy wygrywa, która mówi, że ważne jest, aby efekt Twoich działań był korzystny zarówno dla Ciebie, jak i dla drugiej strony. Tylko wówczas będzie Ci to gwarantowało długofalowy sukces. Dlatego każ-da inwestycja, która realizowana jest przeze mnie jest korzystna przede wszystkim dla drugiej strony i oczywiście dla mnie. Każdy jest wygranym. Przykładowo ostatnio zajmuje się sprzedażą udziałów angielskiej spółki, którą zarządzam, ko-palni krzemu Silica Mining Corporation. Inwestowanie w udziały spółek jest bardzo opłacalne. Zyski są nieporównywalnie wysokie do bezpiecznych instrumentów, takich jak obligacje Skarbu Państwa, czy lokaty bankowe. Uważam też, że są o wiele bezpieczniejsze, niż inwestycje na giełdzie w akcje spółek. Przykładowo aktualnie sprzedawane przez Silica Mining Corporation udziały to zaledwie 1 proc. udziałów, czyli 15 mln udziałów, a zyski w formie dywidend często przekraczają 100 proc. rocznie, przy ryzyku inwestycji zmierzającym praktycznie do „zera”, ponieważ sama kopalnia jest warta 100 razy więcej niż sprzedawane udziały. Rzeczywiście to można nazwać prawdziwą okazją. Ponadto istnieją możliwości inwestycyjne, o których informacje są nie-dostępne publicznie, myślę tutaj o tak zwanych emisjach prywatnych, i tak oprócz wspomnianych udziałów, dostępne są certyfikaty inwestycyjne, czy udziały odkupywalne, które mają gwarantowaną stopę zwrotu na poziomie nieco powyżej 10 proc. już po opodatkowaniu. Szczegóły w siedzibie lub na stronie internetowej spółki www.simicor.co.uk.

Gdyby miał pan udzielić trzech najważniejszych rad komuś, kto planuje zakup nieruchomości, to powiedziałby pan…?
– Nabycie nieruchomości należy traktować biznesowo. Każdy powinien robić to, w czym jest dobry. Przy nabywaniu nie-ruchomości najważniejsza jest lokalizacja, lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja. Oczy-wiście, jest jeszcze wiele ważnych elementów, kruczków, w tym np. prawnych, na podstawie których można podjąć właściwą decyzję o zakupie danej nie-ruchomości. Nieruchomości dają najwyższe zwroty z inwestycji, największą wartość, i to przy najniższym ryzyku. Tak uważam. Mówię o tym głośno, ponieważ to prawda, którą sam poznałem. Powiem więcej, można nabywać nieruchomości, nie inwestując własnych pieniędzy. Inspiracją dla mnie było przeczytanie książki Roberta G. Allena, w której to autor opisuje, jak nabywać nieruchomości bez pieniędzy. Ogólnie mówiąc, znając rynek i jego trendy, można dokładnie przewidzieć ceny i czas niezbędny do np. krótkiej sprzedaży. Jeśli ktoś nie ma doświadczenia, a nie chce dużo ryzykować, powinien skorzystać z usług profesjonalisty. Często znajomi pytają mnie, jak ich znaleźć? To bardzo ważne pytanie. Przypomina mi się powiedzenie „nie stać nas na tanie rzeczy”. Profesjonalista to profesjonalista. Moja dewiza jako pośrednika jest taka: „Klient nasz pan, czyli zarabiam, kiedy mój klient zarabia”. Najlepiej znaleźć właśnie takiego eksperta, np. poprzez polecenie przez przyjaciela, kolegę lub kogoś, komu ufasz.

Jest pan także prezesem Międzynarodowej Fundacji Umowy Społecznej, co to konkretnie oznacza? W jakich sprawach pan mediuje?
– Muszę tutaj wspomnieć o legendzie mediacji w Polsce – Jerzym Śliwie – który nauczył mnie wszystkiego, co jest potrzebne do profesjonalnego przeprowadzenia postępowania mediacyjnego. Skuteczność naszych mediatorów wynosi 30 proc. i więcej w sprawach cywilnych i gospodarczych, a ponad 70 proc. w sprawach karnych. Mediacje są dobrowolne, poufne i nieformalne, a mediator jest osobą bezstronną. Ugoda może uregulować wszystkie sprawy, w tym cywilne i gospodarcze, w których się specjalizuję. W lipcu 2016 roku powołałem do życia Centrum Mediacji Gospodarczych Stowarzyszenia Mediatorów Gospodarczych. Na początku 2017 roku zostanie zarejestrowana Międzynarodowa Fundacja Umowy Społecznej w Londynie. Powołanie fundacji służy do nawiązania współpracy ośrodków i stowarzyszeń mediacyjnych w Europie, a nawet na całym świecie, w Wielkiej Brytanii m.in. z London School of Mediation. Na wstępie planu-jemy staże dla naszych mediatorów międzynarodowych właśnie w Londynie oraz w Brukseli i Atenach. Celem fundacji jest ujednolicenie procedury mediacyjnej oraz szkoleń w zakresie mediacji. A wszystko po to, aby mediatorzy w całej Europie, a potem na całym świcie stosowali meto-dy, które są najskuteczniejsze. Jak mówi-my wśród naszych mediatorów: „Pacta sunt servanda” – umów należy dotrzymywać. I to na każdym kroku, nawet w drobnych sprawach.

Twierdzi pan, że numerologia miała pozytywny wpływ na pana życie, w czym to się przejawiało?
– To jest hobby i na początku numerologię traktowałem z przymrużeniem oka, ale szybko okazało się, że to działa, i to zaskakująco dobrze. Praktyczne do-świadczenia podpieram wiedzą XXI wie-ku oraz niekonwencjonalnymi rozwiązaniami, samodzielnie zweryfikowanymi. Wykorzystuję między innymi dorobek Chin w zakresie feng shui, tradycyjnej medycyny chińskiej i numerologii. Z szacunkiem i poszanowaniem podchodzę do tradycji sprzed tysięcy lat. Pomimo upływu czasu człowiek aż tak bardzo się nie zmienił i na dobrą sprawę ma te same problemy, marzenia i pragnienia. Sztuka feng shui jest niezwykle skuteczna; jest nie-prawdopodobnie efektowna i efektywna. Być może to paradoks, ale właśnie ludzie biznesu, pozornie sztywni, bez-względni i konkretni, dostrzegli korzyści, jakie może przynieść zastosowanie reguł feng shui w ich interesach. Gdy wszystkie parametry formalne, realne i zdroworozsądkowe mają maksymalne wartości – lokalizacja, kosztowne wyposażenia, nowoczesny sprzęt, wykwalifikowany personel, kontakty i znajomości – a mimo to biznes nie rozwija się, jak należy, wtedy szuka się czegoś więcej: pierwiastka irracjonalnego, niewidzialnego, mistycznego, ogólnie mówiąc – psychologicznego. Wie-lu biznesmenów twierdzi, że są zbyt praktycznymi ludźmi, aby lekceważyć to, co istnieje od kilku tysięcy lat, szczególnie gdy coraz liczniejsze firmy ze Wschodu, znające dobrze te sekrety, stanowią poważną konkurencję. Wybierając miejsce na lokalizację swojej działalności, Chińczycy zalecali, aby najpierw sprawdzić, gdzie skupione są podobne firmy i… w tym samym założyć swoją. Obok banków postaw swój bank, obok sklepów z butami – swój sklep obuwniczy. Gdy chodzi o szczegóły, warto skorzystać z porad eksperta. Wracając do numerologii. W numerologii chińskiej często korzystam z tzw. remediów, dzięki którym mogę zneutralizować braki, a zarazem wzmocnić dobre strony. Co do mnie, przy pomocy numerologii europejskiej kilka lat temu zmieniłem swoją wibrację z „5” na „8” i praktycznie od razu otrzymałem propozycję posady dy-rektora, którą oczywiście przyjąłem, i tak naprawdę od tamtej pory otrzymuję pro-pozycje kierowania i zarządzania firmami, stowarzyszeniami, fundacjami, kołami…Ostatnio prezesury Międzynarodowej Fundacji Umowy Społecznej. Przypadek?Wierzę, że nie. Skoro feng shui jest popularne w Australii, w Hongkongu, w Stanach Zjednoczonych czy innych „cywilizowanych”, bogatych i niezwykle pragmatycznych krajach świata, to może w końcu i w Polsce zyska taką popularność. Mam już klientów, którzy przy za-kupie działki czy domu proszą o konsultację i ekspertyzę feng shui.

Kolejna sentencja, jakiej pan hołduje, to:„Największą satysfakcję osiągasz wówczas, gdy możesz zarobić, jednocześnie pomagając”. Jak pan ją realizuje?
– „Kto umie czynić dobro, jest praw-dziwie bogaty”. Tak naprawdę uważam się za normalnego człowieka i robię to, co do mnie należy. Pomagam tym, którzy po-mocy potrzebują i jej oczekują. W Polsce mamy skomplikowane przepisy prawne i podatkowe. Przykładowo – pod koniec zeszłego roku pomogłem wyjść z długów pani, której komornik chciał zlicytować mieszkanie. Spłaciliśmy jej długi, a pani da-lej mieszka w tym mieszkaniu, choć już jako najemca. W przypadku licytacji najprawdopodobniej nie starczyłoby jej na spłatę należności wierzycielowi i miałaby problemy finansowe związane ze zwykłym utrzymaniem się. Problemem wielu dłużników jest brak chęci dialogu z wierzycielem. Odcinają się od kłopotu sądząc, że nic im nie grozi albo bagatelizują go. Wierzą, że jeśli nie będą odbierać korespondencji, stawiać się na wezwania wierzycieli i schowają głowę w piasek, to jest to najlepsze rozwiązanie. Niestety, czas jest nieubłagany i prędzej czy później komornik zapuka do drzwi i wówczas zaczyna się problem, bo nie ma czasu i pod-staw do rozmów, tylko jest twarda egzekucja. Bardzo często z niewielkich długów robią się potężne koszty zastępstwa procesowego, egzekucji, kar i odsetek. Często do mojej firmy zgłaszają się ludzie do-słownie na dzień przed wyznaczoną licytacją. Niestety takich ludzi jest większość. Bagatelizowanie problemu, odkładanie go na później a potem płacz, lament. Miłe jest, gdy osoba, która przecież była zmuszona sprzedać swoją nieruchomość dziękuje mi, że dzięki mnie zyskała dach nad głową i ma po co dalej żyć. Jeden z moich klientów poręczył pożyczkę swojemu koledze z pracy. Wszystko było w po-rządku do czasu, aż kolega wyjechał za gra-nicę i przestał spłacać raty. Wtedy bank zwrócił się do poręczyciela i ten w miarę możliwości spłacał zadłużenie poprzez ko-lejne „chwilówki” i karty kredytowe. Gdy się okazało, że nie jest w stanie dalej spłacać pożyczki kolegi i wpadł w tak zwaną spiralę kredytową, pojawiłem się ja i wspólnie z żoną zdecydowali się sprzedać dom. Dzięki mojej pomocy zostały spłacone wszystkie zaciągnięte zadłużenia oprócz kredytu hipotecznego, około 100 tys. zł, ale oprocentowanym na po-ziomie poniżej 5 proc. w skali roku, który wraz z żoną są w stanie na bieżąco spłacać. Udało mi się wynająć im dom za uwaga – 200 zł miesięcznie za czynsz plus media. Wymagał co prawda remontu, ale pan okazał się budowlańcem i sam sobie wszystko zrobił. Pani Halina i pan Adam byli i są mi do tej pory wdzięczni. To są emocje związane z wyjściem z tych kłopotów, to trzeba poczuć. Nie oczekuję tych podziękowań, ale są one miłe. Motywują mnie do działania. Mimo iż dużo nie zarabiam na tych transakcjach, ale jak się tak zastanowię, to dają mi osobiście więcej niż te sucho wynegocjowane po długich ana-lizach i kalkulacjach. Przykłady można mnożyć, ale ze względu na te osoby ograniczę się do opisanego wyżej.

Prywatnie jest pan mężem i ojcem – jakie miejsce zajmuje w pana życiu rodzi-na?
– Mówi się, że za karierą każdego mężczyzny stoi kobieta i jest nią moja żona Anna, z którą wychowujemy dwoje dzieci, syna Jakuba i córkę Aleksandrę. Moja żona jest nauczycielem i to jest jej pasją, a prywatnie zajmuje się domem, dziećmi i mną. Za co jestem jej ogromnie wdzięczny. Dzięki niej szkoliłem się i jestem tu gdzie jestem. Chociaż większość czasu spędzam w Anglii, gdzie prowadzę biznes, to staram się jak najczęściej przebywać z rodziną. Stanowi dla mnie motor do działania. Tak naprawdę, to sam dużo nie potrzebuję, robię to, co robię i pracuję dla rodziny. Ważne jest dla mnie zapewnienie bezpieczeństwa mojej żonie i lepszy start w dorosłe życie naszych dzieci. Chociaż praca zajmuje mi dużo czasu, to jeżeli to tylko możliwe staram się go jak najwięcej spędzać z rodziną i dlatego jak tylko mogę, łączę wyjazdy służbowe i zabieram rodzinę ze sobą. Czas spędzony bez nich to czas spędzony z myślą o nich.

Na koniec – jak pan spędza wolny czas?Co pana relaksuje?
– Ważne jest dla mnie obcowanie z na-turą, co pozwala mi na wyciszenie i jest swoistą medytacją. Pomimo iż jestem myśliwym, zrzeszonym w Polskim Związku Łowieckim, preferuję bezkrwawe polowania, np. na safari w Kenii. Uważam, że lepiej „strzelać” fotki zwierzętom, niż je zabijać. Oczywiście strzelam, ale często na strzelnicy do tarczy. Lubię nurkować, to też wycisza. Ostatnio poznałem m.in. uroki Uvala Vrulje w Chorwacji, gdzie źródła słodkiej wody wpływają do Adriatyku, jaskinie i kanion pod wodą, dużo ryb i piękne podwodne kolory. Ponadto uprawiam sztuki walki, biegam, pływam, jeżdżę na rowerze i na nartach. Bardzo lubię tańczyć!

 

 

 

Udostępnij

Możliwość komentowania jest wyłączona.